Proponuję wam dzisiaj poczytanie o tym, jak toczono onegdaj pojedynki.
A przynajmniej jak widzieli to autorzy pewnej powieści.
Mając nadzieję, że linka nie stanie się w przyszłości nieaktualna, zapodaję tylko odnośniki.
Proponuję przede wszystkim pojedynek w szkole niemieckiej (rozdziały 5 i 6).
A później dla równowagi pojedynek francuski.
W międzyczasie jest jeszcze kilka innych walk.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inspiracje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inspiracje. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 5 lipca 2010
sobota, 22 maja 2010
Ahoy wy tam na lądzie!
Dla tych, którzy planują popływać trochę na morzu, podrzucam wielce poręczną stronę, na której można zobaczyć jak wyglądają różne rodzaje statków żaglowych.
Żaglowce
Żaglowce na Wikipedii
Podstawy
Żaglowce
Żaglowce na Wikipedii
Podstawy
piątek, 2 kwietnia 2010
Święta, święta i w grze też święta!
Tak przy okazji nadchodzącej okazji do malowania karpia i innych takich, chciałem was spytać - kiedy ostatni raz wasi gracze uczestniczyli w święcie?
Jakimkolwiek.
No dobra - nie mam na myśli święta z okazji pokonania Villaina, tylko takiego normalnego święta z ciastami zrobionymi przez koło gospodyń wiejskich, sangriją i potańcówkami? Ok - może w innych krajach wygląda to inaczej, ale akurat Castilia przyszła mi na myśl, ponieważ to tam właśnie pozwoliłem uczestniczyć graczom w obchodach Święta plonów (jak się dobrze wczytacie i o ile ja czegoś nie pokręciłem bo to było dość dawno, to nawet w podręczniku do Castille znajdziecie informacje o tym że to jest jedno z ważniejszych świąt tej nacji). Ponadto Castille jest bardzo rodzinnym i radosnym krajem. Tam święta obchodzi się radośniej (nie mylić z "huczniej") niż gdzie indziej.
Wracając do tego co ja zrobiłem: akurat postaci były na linii frontu, gdy pomiędzy generałami doszło do wymiany korespondencji, w której dowódca Castilijski prosił swego adwersarza o honorowe zawieszenie broni na czas uroczystości.
Nie wiem czy kojarzycie, ale w podręczniku w opisie konfliktu Mont-Cast jest zdanie, które bardzo mi podziałało na wyobraźnię. To coś w stylu: "Wojna toczy się pomiędzy koronowanymi głowami. Na froncie to po prostu zwykli goście siedzący w okopach" (no dobra - nie szukajcie podręcznika bo i ja nie mam go przed oczami. Nie znajdziecie tam takiego zdania. Ale coś co ma podobny wydźwięk na pewno).
Cóż więc się stało, gdy Ci chłopcy nie musieli do siebie strzelać, a jedna ze stron przyniosła "wino i ciasteczka"? Odpowiedź? Bawili się! Świętowali że żyją.
Ucztowali, łamaną monteńszczyzno-castilijczyzną opowiadali sobie sprośne dowcipy, rozegrali mecz w piłkę a gdy przyszły dziewczyny to tańcowali do upadłego. Następnego dnia strzelali do siebie nadal, ale w tym dniu stało się coś niezwykłego i magicznego. Jak to zwykle bywa w otoczeniu postaci ;)
A jak ktoś mi się będzie zżymał, że to mało prawdopodobne, to proponuję sobie zerknąć co się działo w naszej rzeczywistości w Boże Narodzenie 1914 na froncie w Europie (eng: Christmass Truce lub Christmas Truce of 1914 ). O!
Co do świąt, to oczywiście nie chodziło mi li tylko o front. Naprawdę cudowne kawałki wychodzą, gdy dacie możliwość postaciom uczestniczyć w potańcówkach, popuszczać oko do uroczych "dziewczyn z sąsiedztwa", posłuchać opowieści zadurzonego chłopca, wysłuchać że mąż jednej z wdów był bohaterem dawno już zapomnianej wojny i generalnie dacie im odczuć atmosferę wspólnoty, rodziny i ciepła. Ja dałem.
Działa świetnie!
Zwłaszcza jeśli ta wioska ma być następnego dnia zrównana z ziemią przez oddziały należące do przełożonego postaci (a gracze o tym ataku nic nie wiedzą). No ale to tylko, jeśli będziecie bardzo wredni.
Bądźcie.
Wesołego i spokojnego okresu świątecznego. Niezależnie od tego co świętujecie!
Jakimkolwiek.
No dobra - nie mam na myśli święta z okazji pokonania Villaina, tylko takiego normalnego święta z ciastami zrobionymi przez koło gospodyń wiejskich, sangriją i potańcówkami? Ok - może w innych krajach wygląda to inaczej, ale akurat Castilia przyszła mi na myśl, ponieważ to tam właśnie pozwoliłem uczestniczyć graczom w obchodach Święta plonów (jak się dobrze wczytacie i o ile ja czegoś nie pokręciłem bo to było dość dawno, to nawet w podręczniku do Castille znajdziecie informacje o tym że to jest jedno z ważniejszych świąt tej nacji). Ponadto Castille jest bardzo rodzinnym i radosnym krajem. Tam święta obchodzi się radośniej (nie mylić z "huczniej") niż gdzie indziej.
Wracając do tego co ja zrobiłem: akurat postaci były na linii frontu, gdy pomiędzy generałami doszło do wymiany korespondencji, w której dowódca Castilijski prosił swego adwersarza o honorowe zawieszenie broni na czas uroczystości.
Nie wiem czy kojarzycie, ale w podręczniku w opisie konfliktu Mont-Cast jest zdanie, które bardzo mi podziałało na wyobraźnię. To coś w stylu: "Wojna toczy się pomiędzy koronowanymi głowami. Na froncie to po prostu zwykli goście siedzący w okopach" (no dobra - nie szukajcie podręcznika bo i ja nie mam go przed oczami. Nie znajdziecie tam takiego zdania. Ale coś co ma podobny wydźwięk na pewno).
Cóż więc się stało, gdy Ci chłopcy nie musieli do siebie strzelać, a jedna ze stron przyniosła "wino i ciasteczka"? Odpowiedź? Bawili się! Świętowali że żyją.
Ucztowali, łamaną monteńszczyzno-castilijczyzną opowiadali sobie sprośne dowcipy, rozegrali mecz w piłkę a gdy przyszły dziewczyny to tańcowali do upadłego. Następnego dnia strzelali do siebie nadal, ale w tym dniu stało się coś niezwykłego i magicznego. Jak to zwykle bywa w otoczeniu postaci ;)
A jak ktoś mi się będzie zżymał, że to mało prawdopodobne, to proponuję sobie zerknąć co się działo w naszej rzeczywistości w Boże Narodzenie 1914 na froncie w Europie (eng: Christmass Truce lub Christmas Truce of 1914 ). O!
Co do świąt, to oczywiście nie chodziło mi li tylko o front. Naprawdę cudowne kawałki wychodzą, gdy dacie możliwość postaciom uczestniczyć w potańcówkach, popuszczać oko do uroczych "dziewczyn z sąsiedztwa", posłuchać opowieści zadurzonego chłopca, wysłuchać że mąż jednej z wdów był bohaterem dawno już zapomnianej wojny i generalnie dacie im odczuć atmosferę wspólnoty, rodziny i ciepła. Ja dałem.
Działa świetnie!
Zwłaszcza jeśli ta wioska ma być następnego dnia zrównana z ziemią przez oddziały należące do przełożonego postaci (a gracze o tym ataku nic nie wiedzą). No ale to tylko, jeśli będziecie bardzo wredni.
Bądźcie.
Wesołego i spokojnego okresu świątecznego. Niezależnie od tego co świętujecie!
wtorek, 30 marca 2010
O ubieraniu... Nie będzie.
Gdy zastanawiałem się jak rozpocząć tę notkę, wpadło mi do głowy, że jeszcze nigdy nie zrobiłem sceny w której postać na czas musiałaby się ubierać. Albo pojedynkować przy okazji poświęcając akcje na przywdziewanie koszuli, spodni i butów. Jak widać pisanie notek wpływa kreatywnie również na moje sesje. Napiszę co i jak gdy już to poprowadzę.
Wracając jednak do meritum - nie będzie o ubraniach i o ubieraniu się, ale o wyglądzie postaci jako takim. Zaczynając od pytania:
Czy zdarzyło Ci się Mistrzu(-yni), że prowadząc jakąś postać raz po raz nie wykorzystałeś(-łaś) jakiejś cechy szczególnej związanej z wyglądem postaci? Zapomniałeś,(-łaś) że postać jest wyjątkowo ładna / szpetna / pociągająca / odpychająca / groźna / sroga / dumna / śmieszna / komiczna / wysoka / niska ... ?
Mi się to zdarza dość często. Zbyt często jak na moje standardy. Tak prawdę powiedziawszy, to pamiętam to najczęściej wtedy gdy potrzebuję wykorzystać, zapominając o tym w zwykłym prowadzeniu.
Co więcej - z moich obserwacji wynika, że nie jest to tylko mój problem, ale dotyczy wielu MG z jakimi miałem styczność. Np. dopóki nie ma zamiaru zrobić sceny miłosnej, dopóty nie ma znaczenia że postać jest przepiękna. Dopóki nie chce "uciec" swoich NPCów, dopóty nie pamięta że postać wygląda jak Mickey Rourke w SinCity.
A szkoda, bo zwykłe odegranie tego jak ludzie reagują na Twój widok, mogłoby wnieść naprawdę wiele do grania.
Biorąc przykład z życia: należę do osób bardziej niż mniej rosłych. I praktycznie codziennie spotykam się z tym, że ktoś robi jakiś komentarz. Szef mówi "Usiądź, bo mnie kark boli jak z Tobą rozmawiam", woźny mówi "Prosze uważać na schodach bo tam jest nisko", sprzedawca w sklepie komentuje że z moim wzrostem nie potrzebował by drabinki aby coś położyć na wysokiej półce, a menel na przystanku próbuje się sprawdzić z kimś większym.
Dlaczegóż więc, tak często w świecie gry pomijamy fakt, że ktoś jest zaje-khemkhem-iście piękny, przystojny, pociągający, duży, mały itd?
Przecież gracz, tworząc postać, z jakiegoś powodu takie a nie inne cechy wybrał, prawda? A to by z grubsza oznaczało, że chciałby aby to zagrało jakoś. - Oczywiście nie mówię tu o graczach, którzy wybierają cechy wyglądu po to aby mieć dodatkowe kości.
Zastanawiałem się więc, jak do tego podejść, aby nie tracić takich fajnych drobnych wątków w grze. Wszak stare jak świat porzekadło mówi, że diaboł tkwi w szczegółach. A ja o tych szczegółach zapominam.
Cóż więc robić, aby sobie przypominać? Można mieć przebogate notatki, gdzie to wszystko jest wyszczególnione. Owszem - mam notatki, ale w trakcie sesji w całości ich nie czytam. Próbowałem wypisywać sobie ważne informacje na kartce, ale w trakcie sesji kartka ma tendencje do gubienia się, albo jej rewers stanowi doskonałą mapę.
Po przemyśleniach, w końcu udało mi się powiązać ten problem z czymś co mnie fascynowało od jakiegoś czasu - otóż ilekroć dałem moim graczom możliwość opisania swojej postaci, skupiali się i łapali klimat jakby od tego zależało ich życie.
I wiecie co? To zadziałało - remedium na niepamięć MG jest pamięć graczy. Wystarczy tylko dać jej ujście. Po prostu od czasu do czasu, na sesji, poproście swoich graczy aby opisali swoją postać. Co dzięki temu uzyskujecie?
Po pierwsze - każdy z graczy się aktywuje i będzie mógł coś powiedzieć
Po drugie - każdy z graczy zacznie Ci opowiadać o temacie, który go w sesji NAJBARDZIEJ INTERESUJE!
Po trzecie - wszystko co będzie powiedziane, będzie w klimacie gry i będzie ten klimat tworzyć
Po czwarte - mam nadzieję że ty nie chodzisz przez kilka tygodni w tej samej koszuli, butach i spodniach. Dlaczego więc postaci mają wyglądać tak samo jak gracze je opisali na pierwszej sesji?
Po piąte - jest okazja powspominać co ważniejsze elementy z przeszłości postaci. Zerknij sobie Mistrzu na swoje zdjęcia sprzed lat trzech czy pięciu i zastanów czy wyglądałeś (-irytuje mnie ta poprawność polityczna, więc pozostanę przy formie męskiej) tak samo jak teraz? Inna długość włosów, zmiana wagi, wypadki, choroby... Dlaczego by postaci, które przez kilka miesięcy czy lat czasu gry podróżują, walczą, uczestniczą w zajściach kończących się pożarami czy wybuchami, miały wyglądać dokładnie tak samo? A przecież wystarczy, że Szot powie że pod kolczykiem brakuje mu skrawka ucha i wszyscy przypominają sobie przygodę, w której strzał minął go o milimetry. Gdy Eisenka powie o skazach na zbroi, wszyscy cofną się myślami do zakończenia kampanii, gdzie "wyściskał" ją wredny syrneth. Wspomnienia fajnych rzeczy które się zrobiło - to niemal tyle samo warte, co odegranie tych wszystkich rzeczy które dopiero się dokona! Dajcie je graczom, kiedy tylko możecie.
No i po szóste, do którego dążyłem od samego początku: Przypomni Ci to wszystkie detale, na które powinieneś zwrócić uwagę. Teraz możesz sobie wybrać co wykorzystać aby rozgrywkę zrobić jeszcze pikantniejszą - Ktoś ma dangerous beauty? Klepnij go NPCem w tyłek. A jak jesteś złośliwy, to niekoniecznie patrz na płeć klepiącego. Ktoś jest szpetny jak noc? Niech sklepikarz zamknie przed nim stragan i ucieknie z krzykiem. Duży? Niech się nie zmieści w dyby gdy go aresztują. Mały? Niech zwisa obok w łańcuchach na ścianie. Piękny? Niech ktoś go poprosi o pozowanie do obrazu... Twoja wyobraźnia stanowi granice.
A gracze ją napędzają.
Wracając jednak do meritum - nie będzie o ubraniach i o ubieraniu się, ale o wyglądzie postaci jako takim. Zaczynając od pytania:
Czy zdarzyło Ci się Mistrzu(-yni), że prowadząc jakąś postać raz po raz nie wykorzystałeś(-łaś) jakiejś cechy szczególnej związanej z wyglądem postaci? Zapomniałeś,(-łaś) że postać jest wyjątkowo ładna / szpetna / pociągająca / odpychająca / groźna / sroga / dumna / śmieszna / komiczna / wysoka / niska ... ?
Mi się to zdarza dość często. Zbyt często jak na moje standardy. Tak prawdę powiedziawszy, to pamiętam to najczęściej wtedy gdy potrzebuję wykorzystać, zapominając o tym w zwykłym prowadzeniu.
Co więcej - z moich obserwacji wynika, że nie jest to tylko mój problem, ale dotyczy wielu MG z jakimi miałem styczność. Np. dopóki nie ma zamiaru zrobić sceny miłosnej, dopóty nie ma znaczenia że postać jest przepiękna. Dopóki nie chce "uciec" swoich NPCów, dopóty nie pamięta że postać wygląda jak Mickey Rourke w SinCity.
A szkoda, bo zwykłe odegranie tego jak ludzie reagują na Twój widok, mogłoby wnieść naprawdę wiele do grania.
Biorąc przykład z życia: należę do osób bardziej niż mniej rosłych. I praktycznie codziennie spotykam się z tym, że ktoś robi jakiś komentarz. Szef mówi "Usiądź, bo mnie kark boli jak z Tobą rozmawiam", woźny mówi "Prosze uważać na schodach bo tam jest nisko", sprzedawca w sklepie komentuje że z moim wzrostem nie potrzebował by drabinki aby coś położyć na wysokiej półce, a menel na przystanku próbuje się sprawdzić z kimś większym.
Dlaczegóż więc, tak często w świecie gry pomijamy fakt, że ktoś jest zaje-khemkhem-iście piękny, przystojny, pociągający, duży, mały itd?
Przecież gracz, tworząc postać, z jakiegoś powodu takie a nie inne cechy wybrał, prawda? A to by z grubsza oznaczało, że chciałby aby to zagrało jakoś. - Oczywiście nie mówię tu o graczach, którzy wybierają cechy wyglądu po to aby mieć dodatkowe kości.
Zastanawiałem się więc, jak do tego podejść, aby nie tracić takich fajnych drobnych wątków w grze. Wszak stare jak świat porzekadło mówi, że diaboł tkwi w szczegółach. A ja o tych szczegółach zapominam.
Cóż więc robić, aby sobie przypominać? Można mieć przebogate notatki, gdzie to wszystko jest wyszczególnione. Owszem - mam notatki, ale w trakcie sesji w całości ich nie czytam. Próbowałem wypisywać sobie ważne informacje na kartce, ale w trakcie sesji kartka ma tendencje do gubienia się, albo jej rewers stanowi doskonałą mapę.
Po przemyśleniach, w końcu udało mi się powiązać ten problem z czymś co mnie fascynowało od jakiegoś czasu - otóż ilekroć dałem moim graczom możliwość opisania swojej postaci, skupiali się i łapali klimat jakby od tego zależało ich życie.
I wiecie co? To zadziałało - remedium na niepamięć MG jest pamięć graczy. Wystarczy tylko dać jej ujście. Po prostu od czasu do czasu, na sesji, poproście swoich graczy aby opisali swoją postać. Co dzięki temu uzyskujecie?
Po pierwsze - każdy z graczy się aktywuje i będzie mógł coś powiedzieć
Po drugie - każdy z graczy zacznie Ci opowiadać o temacie, który go w sesji NAJBARDZIEJ INTERESUJE!
Po trzecie - wszystko co będzie powiedziane, będzie w klimacie gry i będzie ten klimat tworzyć
Po czwarte - mam nadzieję że ty nie chodzisz przez kilka tygodni w tej samej koszuli, butach i spodniach. Dlaczego więc postaci mają wyglądać tak samo jak gracze je opisali na pierwszej sesji?
Po piąte - jest okazja powspominać co ważniejsze elementy z przeszłości postaci. Zerknij sobie Mistrzu na swoje zdjęcia sprzed lat trzech czy pięciu i zastanów czy wyglądałeś (-irytuje mnie ta poprawność polityczna, więc pozostanę przy formie męskiej) tak samo jak teraz? Inna długość włosów, zmiana wagi, wypadki, choroby... Dlaczego by postaci, które przez kilka miesięcy czy lat czasu gry podróżują, walczą, uczestniczą w zajściach kończących się pożarami czy wybuchami, miały wyglądać dokładnie tak samo? A przecież wystarczy, że Szot powie że pod kolczykiem brakuje mu skrawka ucha i wszyscy przypominają sobie przygodę, w której strzał minął go o milimetry. Gdy Eisenka powie o skazach na zbroi, wszyscy cofną się myślami do zakończenia kampanii, gdzie "wyściskał" ją wredny syrneth. Wspomnienia fajnych rzeczy które się zrobiło - to niemal tyle samo warte, co odegranie tych wszystkich rzeczy które dopiero się dokona! Dajcie je graczom, kiedy tylko możecie.
No i po szóste, do którego dążyłem od samego początku: Przypomni Ci to wszystkie detale, na które powinieneś zwrócić uwagę. Teraz możesz sobie wybrać co wykorzystać aby rozgrywkę zrobić jeszcze pikantniejszą - Ktoś ma dangerous beauty? Klepnij go NPCem w tyłek. A jak jesteś złośliwy, to niekoniecznie patrz na płeć klepiącego. Ktoś jest szpetny jak noc? Niech sklepikarz zamknie przed nim stragan i ucieknie z krzykiem. Duży? Niech się nie zmieści w dyby gdy go aresztują. Mały? Niech zwisa obok w łańcuchach na ścianie. Piękny? Niech ktoś go poprosi o pozowanie do obrazu... Twoja wyobraźnia stanowi granice.
A gracze ją napędzają.
czwartek, 21 stycznia 2010
Dwie monety jednej strony
Zastanawiam się od jakiegoś czasu, nad różnymi spojrzeniami na nacje, stowarzyszenia i siły na Thei. Nie jest żadnym zaskoczeniem, że wszystkich można zaklasyfikować na osi dobro-zło, na wiele sposobów.
W ogóle cały koncept takiej dwoistości, powstał w mej głowie przy okazji rozmyślania nad tym, jak to się dzieje że w jednej mojej kampanii dana nacja jest niemalże gloryfikowana, a w drugiej jest niemalże villainem zbiorowym.
Zapewne sami macie swoje wizje na każdy z narodów, przedstawialiście ich tak albo inaczej. Być może podzielicie się ze mną swoimi uwagami. Poniżej zamieszczam moje próby pokazania dwóch obliczy każdej z nacji:
Vestennmannavnjar - PR pozytywny: Dzielni wojownicy, walczący mężnie z kapitalistycznym wyzyskiem. Lud przywiązany do tradycji, wiary, ciemiężony i ciśnięty, spychany na skaliste wyspy aby wieść tam ubogi, zacofany żywot. Symbol tradycji, walki w słusznej sprawie, obrony swoich przekonań.
PR negatywny: Dzicy i bezlitośni barbarzyńcy z północy. Berserkerzy napadający uczciwych kupców, rabujący dobra których i tak nigdzie nie wydają. Bezproduktywni wyzyskiwacze i ciemiężcy niewolników, od których nawet własny lud ucieka.
Vendel:
PR+: Oaza ładu w chaotycznej Thei. Nacja która mrówczą pracą zdobywa sobie miejsce w polityce świata. Symbol pracowitości i tego że tą drogą można coś osiągnąć. Twórcy prawa, budowniczy narodów.
PR-: Żądni zysku korporacyjni wyzyskiwacze. Najemnicy pracujący dla tych, którzy zapłacą więcej. Podstępni kapitaliści, wymuszający na innych swoje własne rozwiązania.
Avalon:
PR+: Bohaterowie z legend. Zawsze piękni, zawsze mądrzy, zawsze gotowi walczyć o to co słuszne. Wspaniali żeglarze, odkrywcy, nacja w której sami żołnierze, łajdacy i żeglarze pilnują porządku, pod łaskawym okiem półbogów.
PR-: Przesądni szaleńcy usługujący nieznanym istotom, posiadającym nieograniczoną moc. Nacja, która zalegalizowała piractwo i czerpie z tego zyski.
Ussuria:
PR+: Spokojny, nie wadzący nikomu lud, żyjący w zgodzie z naturą. Troszkę zdziwaczali, ale należy ich wesprzeć i edukować. Poza tym są gościnni, uczciwi i nieskażeni pieniędzmi.
PR-: Butni, awanturujący się bojarzy, którzy na poparcie swych słów mają tylko szablę - ich kraj nic więcej im nie daje. Rządzeni przez bezwzględnego sadystę, kultyści pogańskiego bóstwa, kontaktujący się z jeszcze bardziej barbarzyńskimi kitajcami. Zatrzymujący sekrety tych ostatnich dla siebie, zasłaniając się jakimś mistycznym „murem ognia”. Yeah – right!
Eisen (ciekawe, że akurat ta nacja rzadko pojawia się jako „Ci źli”):
PR+: Podnosząca się z gruzów nacja o niesamowitej sile woli i wspaniałych umiejętnościach żołnierskich. Kuźnia dowódców, bohaterów i wojowników z legend. Pierwszy naród, który zrozumiał że religia ich nie dzieli a łączy.
PR-: Brudni biedacy którzy rozpełzli się po całej Thei i odbierają chleb (dosłownie i w przenośni) uczciwym obywatelom (Ciekawe dlaczego Polaków umieszcza się jako przedstawicieli tej nacji. Czyżby jakaś analogia? ;) ). Nieokrzesani żołdacy, którzy zaprzepaścili swoją kulturę, aby niczym psy skakać sobie do gardeł. Obecnie żebracy, rządzeni przez samych szaleńców, nie potrafiący wybrać sobie władcy.
Montaigne (Tutaj akurat opinie są bardzo skrajne. Najczęściej spotykam się z tendencją, że to jednak evil nacja jest, choć jedna z moich drużyn gra bardzo promonteńczykami i zapewne na takie stwierdzenie gotowa do rapierów się brać w obronie honoru):
PR+: Muszkieterowie, kultura, sztuka, architektura, wspaniałość, potęga z którą wszyscy się liczą. Po rewolucji to pierwsza quasi demokratyczna nacja.
PR-: Zgnilizna moralna, przepaść ekonomiczna, wyzysk gorszy od niewolnictwa, totalitaryzm szalonego władcy, rozpusta i upadek wartości.
Castille:
PR+: Dom nauki, radości, muzyki i głosu roześmianych dzieci. Miejsce legendarnych, szlachetnych szermierzy w godzinach siesty przygrywających piękne melodie na gitarrach. Przykład rozumnie zbudowanego społeczeństwa, kultywowania wartości rodzinnych, radosnego i dostojnego życia. Dom nauki, studiów i uniwersytetów. Do tego poszkodowani, bo najechani przez złych Montainczyków.
PR-: Fanatycy religijni, gotowi rzucić się na niewiernych nawet kosztem bolesnych odwetów (i do tego nie biorą pod rozwagę lekcji jakie dała im historia). Siedziba inkwizycyjnego terroru rozciągającego swe macki na całą Theę. Żołnierze porównywalni z Polską reprezentacją piłki nożnej – bez meczu ostatniej szansy w ogóle nie są w stanie stanąć do walki. Rządzeni przez nastoletniego króla, który nie ma własnego zdania tylko słucha się we wszystkim któregoś z doradców.
Vodacce:
(Ta nacja akurat najczęściej jest kojarzona z występkiem, zdradą i podłością. Od lat staram się walczyć z tą opinią i jakoś nikt nie chce mi wierzyć)
PR-: Nacja nikczemnych arystokratów, od najmłodszych lat trenująca się w sztukach intryg (czyt: zdrad), pojedynków bez zasad (czyt: morderstw) i niewyjaśnionych śmierci (czyt: trucizn). Antyfeminiści trzymający swe żony niczym zwierzęta w niewoli, nie pozwalający im praktycznie na nic poza wykonywaniem rozkazów swych mężów/ojców/opiekunów. Do tego sami uczestniczą w balach, taplając się w rozpuście ladacznic i kurtyzan. Do tego żądni zysku oszuści.
PR+: Nacja łącząca w sobie niemal wszystkie kultury wchodu i zachodu. Potomkowie starych imperiów, wykształceni i wyedukowani artyści, wolnomyśliciele i prawdziwi kupcy zdolni w swoim rzemiośle. Ludzie honoru, NIGDY nie łamiący danego słowa, gotowi poświęcić wszystko dla swojej rodziny.
Podałem wam kilka przykładów jak spojrzeć na różne nacje. Chętnie poczytam jak wy je widzicie. Być może podobnie, być może zupełnie inaczej. Tym niemniej, mam nadzieję że moja lista zainspiruje was do stworzenia bohaterów i NPCów którzy nie będą trzymali się sztampowych stereotypów nacji, a raczej zaskoczą waszych graczy czymś nowym. A być może Ty graczu, po przeczytaniu tego tekstu postanowisz zrobić Vodaccianina-Paladyna, albo Eiseńskiego scoundrela? Jeśli spróbujecie, dajcie mi znać jak poszło. Chętnie dowiem się jak to u was działa.
W ogóle cały koncept takiej dwoistości, powstał w mej głowie przy okazji rozmyślania nad tym, jak to się dzieje że w jednej mojej kampanii dana nacja jest niemalże gloryfikowana, a w drugiej jest niemalże villainem zbiorowym.
Zapewne sami macie swoje wizje na każdy z narodów, przedstawialiście ich tak albo inaczej. Być może podzielicie się ze mną swoimi uwagami. Poniżej zamieszczam moje próby pokazania dwóch obliczy każdej z nacji:
Vestennmannavnjar - PR pozytywny: Dzielni wojownicy, walczący mężnie z kapitalistycznym wyzyskiem. Lud przywiązany do tradycji, wiary, ciemiężony i ciśnięty, spychany na skaliste wyspy aby wieść tam ubogi, zacofany żywot. Symbol tradycji, walki w słusznej sprawie, obrony swoich przekonań.
PR negatywny: Dzicy i bezlitośni barbarzyńcy z północy. Berserkerzy napadający uczciwych kupców, rabujący dobra których i tak nigdzie nie wydają. Bezproduktywni wyzyskiwacze i ciemiężcy niewolników, od których nawet własny lud ucieka.
Vendel:
PR+: Oaza ładu w chaotycznej Thei. Nacja która mrówczą pracą zdobywa sobie miejsce w polityce świata. Symbol pracowitości i tego że tą drogą można coś osiągnąć. Twórcy prawa, budowniczy narodów.
PR-: Żądni zysku korporacyjni wyzyskiwacze. Najemnicy pracujący dla tych, którzy zapłacą więcej. Podstępni kapitaliści, wymuszający na innych swoje własne rozwiązania.
Avalon:
PR+: Bohaterowie z legend. Zawsze piękni, zawsze mądrzy, zawsze gotowi walczyć o to co słuszne. Wspaniali żeglarze, odkrywcy, nacja w której sami żołnierze, łajdacy i żeglarze pilnują porządku, pod łaskawym okiem półbogów.
PR-: Przesądni szaleńcy usługujący nieznanym istotom, posiadającym nieograniczoną moc. Nacja, która zalegalizowała piractwo i czerpie z tego zyski.
Ussuria:
PR+: Spokojny, nie wadzący nikomu lud, żyjący w zgodzie z naturą. Troszkę zdziwaczali, ale należy ich wesprzeć i edukować. Poza tym są gościnni, uczciwi i nieskażeni pieniędzmi.
PR-: Butni, awanturujący się bojarzy, którzy na poparcie swych słów mają tylko szablę - ich kraj nic więcej im nie daje. Rządzeni przez bezwzględnego sadystę, kultyści pogańskiego bóstwa, kontaktujący się z jeszcze bardziej barbarzyńskimi kitajcami. Zatrzymujący sekrety tych ostatnich dla siebie, zasłaniając się jakimś mistycznym „murem ognia”. Yeah – right!
Eisen (ciekawe, że akurat ta nacja rzadko pojawia się jako „Ci źli”):
PR+: Podnosząca się z gruzów nacja o niesamowitej sile woli i wspaniałych umiejętnościach żołnierskich. Kuźnia dowódców, bohaterów i wojowników z legend. Pierwszy naród, który zrozumiał że religia ich nie dzieli a łączy.
PR-: Brudni biedacy którzy rozpełzli się po całej Thei i odbierają chleb (dosłownie i w przenośni) uczciwym obywatelom (Ciekawe dlaczego Polaków umieszcza się jako przedstawicieli tej nacji. Czyżby jakaś analogia? ;) ). Nieokrzesani żołdacy, którzy zaprzepaścili swoją kulturę, aby niczym psy skakać sobie do gardeł. Obecnie żebracy, rządzeni przez samych szaleńców, nie potrafiący wybrać sobie władcy.
Montaigne (Tutaj akurat opinie są bardzo skrajne. Najczęściej spotykam się z tendencją, że to jednak evil nacja jest, choć jedna z moich drużyn gra bardzo promonteńczykami i zapewne na takie stwierdzenie gotowa do rapierów się brać w obronie honoru):
PR+: Muszkieterowie, kultura, sztuka, architektura, wspaniałość, potęga z którą wszyscy się liczą. Po rewolucji to pierwsza quasi demokratyczna nacja.
PR-: Zgnilizna moralna, przepaść ekonomiczna, wyzysk gorszy od niewolnictwa, totalitaryzm szalonego władcy, rozpusta i upadek wartości.
Castille:
PR+: Dom nauki, radości, muzyki i głosu roześmianych dzieci. Miejsce legendarnych, szlachetnych szermierzy w godzinach siesty przygrywających piękne melodie na gitarrach. Przykład rozumnie zbudowanego społeczeństwa, kultywowania wartości rodzinnych, radosnego i dostojnego życia. Dom nauki, studiów i uniwersytetów. Do tego poszkodowani, bo najechani przez złych Montainczyków.
PR-: Fanatycy religijni, gotowi rzucić się na niewiernych nawet kosztem bolesnych odwetów (i do tego nie biorą pod rozwagę lekcji jakie dała im historia). Siedziba inkwizycyjnego terroru rozciągającego swe macki na całą Theę. Żołnierze porównywalni z Polską reprezentacją piłki nożnej – bez meczu ostatniej szansy w ogóle nie są w stanie stanąć do walki. Rządzeni przez nastoletniego króla, który nie ma własnego zdania tylko słucha się we wszystkim któregoś z doradców.
Vodacce:
(Ta nacja akurat najczęściej jest kojarzona z występkiem, zdradą i podłością. Od lat staram się walczyć z tą opinią i jakoś nikt nie chce mi wierzyć)
PR-: Nacja nikczemnych arystokratów, od najmłodszych lat trenująca się w sztukach intryg (czyt: zdrad), pojedynków bez zasad (czyt: morderstw) i niewyjaśnionych śmierci (czyt: trucizn). Antyfeminiści trzymający swe żony niczym zwierzęta w niewoli, nie pozwalający im praktycznie na nic poza wykonywaniem rozkazów swych mężów/ojców/opiekunów. Do tego sami uczestniczą w balach, taplając się w rozpuście ladacznic i kurtyzan. Do tego żądni zysku oszuści.
PR+: Nacja łącząca w sobie niemal wszystkie kultury wchodu i zachodu. Potomkowie starych imperiów, wykształceni i wyedukowani artyści, wolnomyśliciele i prawdziwi kupcy zdolni w swoim rzemiośle. Ludzie honoru, NIGDY nie łamiący danego słowa, gotowi poświęcić wszystko dla swojej rodziny.
Podałem wam kilka przykładów jak spojrzeć na różne nacje. Chętnie poczytam jak wy je widzicie. Być może podobnie, być może zupełnie inaczej. Tym niemniej, mam nadzieję że moja lista zainspiruje was do stworzenia bohaterów i NPCów którzy nie będą trzymali się sztampowych stereotypów nacji, a raczej zaskoczą waszych graczy czymś nowym. A być może Ty graczu, po przeczytaniu tego tekstu postanowisz zrobić Vodaccianina-Paladyna, albo Eiseńskiego scoundrela? Jeśli spróbujecie, dajcie mi znać jak poszło. Chętnie dowiem się jak to u was działa.
sobota, 9 stycznia 2010
Zobaczmy te bitwę!
Ostatnimi czasy szukając różnych rzeczy na sesję, trafiłem na kilka przednich stron, które niesamowicie mnie zainspirowały.
W pierwszej kolejności dotarł do mnie obraz bitwy morskiej okrętów liniowych. Gdy tylko go ujrzałem, poczułem zapach prochu, huk dział, trzask rozłupywanych pokładów i od razu zachciało mi się coś takiego poprowadzić. Oto on:

Jeśli chcecie sobie obejrzeć setki innych obrazów w marynistycznym klimacie, zapraszam do obejrzenia innych pozycji z tej strony. Dla uproszczenia:
Marynistyka
Bawcie się dobrze!
W pierwszej kolejności dotarł do mnie obraz bitwy morskiej okrętów liniowych. Gdy tylko go ujrzałem, poczułem zapach prochu, huk dział, trzask rozłupywanych pokładów i od razu zachciało mi się coś takiego poprowadzić. Oto on:
Jeśli chcecie sobie obejrzeć setki innych obrazów w marynistycznym klimacie, zapraszam do obejrzenia innych pozycji z tej strony. Dla uproszczenia:
Marynistyka
Bawcie się dobrze!
wtorek, 22 grudnia 2009
Patron
Dwie notki temu wspomniałem pobieżnie o wartej przemyślenia instytucji Patrona.
Temat dreptał sobie za mną w te i we w te aż postanowiłem skrobnąć o nim coś do rozważenia i być nawet może dyskusji.
Otóż prowadząc już czas jakiś, jeszcze ani razu nie zdarzyło mi się, aby któryś z moich graczy wziął sobie porządnego, uczciwego patrona. I doszedłem nagle do wniosku, że to straszna szkoda jest, bo temat można eksploatować na stron wiele i ciekawostek z niego wycisnąć więcej niż Mac'ów z amerykanina. Kilka przykładów, które przychodzą mi do głowy:
- Według podręcznika, Patron takiż jest dla postaci źródłem finansów. Pokrótce to omówmy, aby mieć z tym dalej spokój.
Otóż ilość postaci-arystokratów w 7thu jest przygniatająca. Owszem - system zachęca do tego (specjalne zniżki np. dla szermierzy czy magów). A jak wiadomo również, to szlachcie przytrafiają się głównie podróże i przygody (choć osobiście uważam, po obejrzeniu na przykład "Rzymu", że taki dobry, prosty wojak mógł przejść przez więcej obcych lądów i przeżyć więcej przygód, niż arystokratyczne przyjęcie razem wzięte). Takoż szlachcie przypisuje się ostry język i cięte riposty, na które chłop nie mógłby sobie pozwolić z racji umysłu tepego (Duh?!)
Wracając do pieniędzy - szlachta je ma. Tak po prostu. Zważywszy na ich ilość funduszy, ja przestałem w ogóle liczyć pieniądze w 7thu.
Tym niemniej, dla kogoś kto nie jest szlachcicem, sakiewka od wysoko postawionego arystokraty (nota bene - skoro postaci nobli są takie bogate, to dlaczego nikt z nich nie bywa patronem dla uboższego acz dającego pewien potencjał osobnika?) może stanowić rozsądne źródło dochodu.
Przejdźmy jednak do rzeczy z mojego punktu widzenia ciekawszej - potencjału fabularnego.
Wyobraźmy sobie, iż nasz bohater jest silnie związany z jakimś nobilem. Rzecz to nie jest niezwykła, gdyż każdy kto chciał cokolwiek znaczyć czy to na dworze, czy na wojnie, czy to w innej istotnej działalności, nie tylko musiał być dobry w swej dziedzinie, ale takoż mieć kogoś kto by go poparł i wprowadził do środowiska. Bez tego ani rusz.
Ślicznym przykładem jest tutaj postać Sharpe'a, który ocaliwszy życie arystokracie zostaje awansowany z prostego trepa na oficera. I pomimo iż pozostali oficerowie w sztabie są (jak oni to ujmują) dżentelmenami, to on pod skrzydłami patrona rozkwita i niemalże sam pokonuje wrogie armie. Podobnie D'Artagnan, którego patron jest tak zręcznie pomijany w większości filmów o muszkieterach. A szkoda, bo jest postacią czasami ciekawszą od samego bohatera.
No ale mamy naszego bohatera, wraz z jego patronem.
Taki patron może po pierwsze przyjść do postaci z "prośbą". Prośby bywają różne - a to coś znaleźć, a to coś załatwić, gdzieś pojechać itp itd. jako MG mogę tu postawić neon - PRZEŻYĆ PRZYGODE zamiast wspomnianego nobla. Czyż nie wspaniały sposób na początek?
Idźmy dalej - nasz bohater wykonał kilka zadań dla patrona, ma u niego kilka przysług na koncie, patron go lubi i dba o niego. I teraz ja, jako MG, który zobowiązany jest zapewnić graczom odpowiednią ilość rozrywek biorę się za takiego patrona. Na początek
widzę dwie drogi - albo naszemu szlachcicowi się wiedzie dobrze i zalicza wzlot, albo wręcz przeciwnie - jego fortuna zmierzcha. Weźmy się za pierwszy przypadek. Do drugiego zdążymy dojść.
Nobil zbiera coraz to większe favory na dworach i w interesach. Najlepiej oczywiście dzięki działaniom naszych drogich graczy, gdyż to wiąże te postaci jeszcze bardziej. Fortuna jednego rośnie na powodzeniu drugiego. Nasi drodzy bohaterowie zaprzyjaźniają się z wysokimi progami, wypełnionymi przecudnej urody córkami i szlachetnymi synami jakby stworzonymi tylko po to aby przeżyć z nimi ogniste romanse. Ze swym kunsztem szermierczym często brylują w okolicy jako niepokonani mistrzowie. Dosłownie cud, miód i niebieskie pastylki. Sława, bogactwo i reputacja.
Odwróćmy teraz koło fortuny. Jak wiadomo, "the bigger they are, the harder they fall". Drzwi się zamykają, córy i synowie wcześniej wzdychający na sam widok, teraz z wysoko zadartym nosem odwracają spojrzenie, a zachwyt nad kunsztem szermierczym zmienia się w pogardę dla "okrwawionych barbarzyńców". I to wszystko niekoniecznie z winy postaci. Wszak mogła to być jedna zła wypowiedź kogoś znaczącego o patronie.
Cóż wtedy drogi bohaterze? Opuścić przyjaciela który wspierał od lat i wstąpić w szeregi roześmianych twarzy wyszydzających upadek? Czy pozostać wiernym i szwędać się niczym duch po zimnych halach niegdyś wspaniałego pałacu?
Ciśnie mi się na usta tekst z piosenki:
"No ale jaka tragedia! Jaka wspaniała tragedia! Echhh..."
No dobrze. Inny pomysł - Patron nie jest wcale taki święty jakim się z początku zdaje. Pomysł nie mój, tylko wzięty od pewnego Sienkiewicza. Heńka nota bene. Znacie? "Potop" się zowie. Dobrze zbuildowany Eiseńczyk Kmicic (Noble, szkoła szermiercza, Citation, indomitable will, comission) przysięga wierność Księciowi Radziwiłowi, w zamian za wstawiennictwo u pewnej panny, która ma nota bene w backgroundach przysięgę - wydać się imć Kmicicowi lub też do zakonu iść.
No i co? Na tej samej sesji gdzie gracz deklaruje swoją patriotyczną miłość i wierność Księciu, tenże okazuje się być Villainem. I masz babo placek. Alboś zdrajca narodu (reputacja w dóóóół), alboś zdrajca przysięgi na krucyfiksie (Cursed za min 2 punkty ja bym dał). Bądź tu mądry i... "Nie giń! Nie giń, bo Ci nie wolno!" że zacytuję za vilainem.
Nachodzi mnie więc pytanie, dlaczegóż to, przynajmniej moi gracze tak stronią od patronów. Początkowo myślałem, że może nie każda rola się do tego nadaje. Ale jakby to przemyśleć...
- Artysta - patron płaci mu za tworzenie dzieł, choćby o sobie samym. Rzeźby, malunki, poematy. A wiadomo że pokazać się w towarzystwie ze znanym artystom, to dobra inwestycja marketingowa. No i sprawny poeta zawsze się przyda pod ławką czy na innym podorędziu, gdy w konkury do damy uderzasz.
- Szermierz - Taki szermierz, który sprzyja noblowi to przecież fantastyczna rzecz. Yyy... Osoba. A im znamienitsza tym lepiej. Któż będzie stawiał problemy, gdy wiadomo że w każdej chwili nieomylne ramię może Cię wyzwać na pojedynek? A ileż to uwagi skupia się na Tobie, gdy z "pogromcą", "niezwyciężonym" i "nieulękłym" u boku na przyjęciu się pojawić?
- Polityk - A jeśli postaci samemu w politykę bawić się zachce, to sądzicie że daleko zajdzie bez kogoś kto go na przyjecie odpowiednie zaprosi? Choćby nie wiadomo jak witsowaty by był, to bez prawa wstępu na imprezę, niewiele zadziała.
- Duchowny - Czasami jeśli nie ma się czasu na sprawy duchowe, a mimo wszystko przydaje im się pewną wagę, warto zasponsorować mnicha, który za nas i nasze dobro pacierze będzie odmawiał. Albo w uczonych księgach, rzeczy dla mnie istotnych wyszuka.
- Odkrywca, Różokrzyżowiec itp - A za czyje niby pieniądze te organizacje działają? Gdyby nie dobra wola patronów, to dawno by na sankach na odkrycia jeździli i na koniu z patyka ludzkość ratowali. A o dobrą wolę patronów trzeba dbać...
Postawię więc po raz kolejny pytanie - dlaczegóż to gracze tak rzadko z Patronami się zadają?
Moim zdaniem... Gracze nie lubią "większych" od siebie. Gracz chcą być najważniejsi i myśl, że jest nad nimi ktoś, kto bezpośrednio im może wydawać polecenia i to płacić jeszcze za ich wykonanie, kala idealistyczne podejście do bohaterstwa i przygody. No i jeszcze - o zgrozo - chwałę mógłby zgarnąć patron, zamiast postaci.
Owszem - "Players want Kachiko". Chcą tych "dużych" NPCów, z którymi mogą pogadać, przyjąć na swe barki ratowanie świata i w glorii i chwale wrócić z laurem zwycięstwa.
A szkoda, że tak rzadko wykorzystuje się potencjał "szarego" patrona, który może im zlecić misje o wcale nie mniejszej randze, a do tego częściej występować jako tylko tło dla bohatera.
Temat dreptał sobie za mną w te i we w te aż postanowiłem skrobnąć o nim coś do rozważenia i być nawet może dyskusji.
Otóż prowadząc już czas jakiś, jeszcze ani razu nie zdarzyło mi się, aby któryś z moich graczy wziął sobie porządnego, uczciwego patrona. I doszedłem nagle do wniosku, że to straszna szkoda jest, bo temat można eksploatować na stron wiele i ciekawostek z niego wycisnąć więcej niż Mac'ów z amerykanina. Kilka przykładów, które przychodzą mi do głowy:
- Według podręcznika, Patron takiż jest dla postaci źródłem finansów. Pokrótce to omówmy, aby mieć z tym dalej spokój.
Otóż ilość postaci-arystokratów w 7thu jest przygniatająca. Owszem - system zachęca do tego (specjalne zniżki np. dla szermierzy czy magów). A jak wiadomo również, to szlachcie przytrafiają się głównie podróże i przygody (choć osobiście uważam, po obejrzeniu na przykład "Rzymu", że taki dobry, prosty wojak mógł przejść przez więcej obcych lądów i przeżyć więcej przygód, niż arystokratyczne przyjęcie razem wzięte). Takoż szlachcie przypisuje się ostry język i cięte riposty, na które chłop nie mógłby sobie pozwolić z racji umysłu tepego (Duh?!)
Wracając do pieniędzy - szlachta je ma. Tak po prostu. Zważywszy na ich ilość funduszy, ja przestałem w ogóle liczyć pieniądze w 7thu.
Tym niemniej, dla kogoś kto nie jest szlachcicem, sakiewka od wysoko postawionego arystokraty (nota bene - skoro postaci nobli są takie bogate, to dlaczego nikt z nich nie bywa patronem dla uboższego acz dającego pewien potencjał osobnika?) może stanowić rozsądne źródło dochodu.
Przejdźmy jednak do rzeczy z mojego punktu widzenia ciekawszej - potencjału fabularnego.
Wyobraźmy sobie, iż nasz bohater jest silnie związany z jakimś nobilem. Rzecz to nie jest niezwykła, gdyż każdy kto chciał cokolwiek znaczyć czy to na dworze, czy na wojnie, czy to w innej istotnej działalności, nie tylko musiał być dobry w swej dziedzinie, ale takoż mieć kogoś kto by go poparł i wprowadził do środowiska. Bez tego ani rusz.
Ślicznym przykładem jest tutaj postać Sharpe'a, który ocaliwszy życie arystokracie zostaje awansowany z prostego trepa na oficera. I pomimo iż pozostali oficerowie w sztabie są (jak oni to ujmują) dżentelmenami, to on pod skrzydłami patrona rozkwita i niemalże sam pokonuje wrogie armie. Podobnie D'Artagnan, którego patron jest tak zręcznie pomijany w większości filmów o muszkieterach. A szkoda, bo jest postacią czasami ciekawszą od samego bohatera.
No ale mamy naszego bohatera, wraz z jego patronem.
Taki patron może po pierwsze przyjść do postaci z "prośbą". Prośby bywają różne - a to coś znaleźć, a to coś załatwić, gdzieś pojechać itp itd. jako MG mogę tu postawić neon - PRZEŻYĆ PRZYGODE zamiast wspomnianego nobla. Czyż nie wspaniały sposób na początek?
Idźmy dalej - nasz bohater wykonał kilka zadań dla patrona, ma u niego kilka przysług na koncie, patron go lubi i dba o niego. I teraz ja, jako MG, który zobowiązany jest zapewnić graczom odpowiednią ilość rozrywek biorę się za takiego patrona. Na początek
widzę dwie drogi - albo naszemu szlachcicowi się wiedzie dobrze i zalicza wzlot, albo wręcz przeciwnie - jego fortuna zmierzcha. Weźmy się za pierwszy przypadek. Do drugiego zdążymy dojść.
Nobil zbiera coraz to większe favory na dworach i w interesach. Najlepiej oczywiście dzięki działaniom naszych drogich graczy, gdyż to wiąże te postaci jeszcze bardziej. Fortuna jednego rośnie na powodzeniu drugiego. Nasi drodzy bohaterowie zaprzyjaźniają się z wysokimi progami, wypełnionymi przecudnej urody córkami i szlachetnymi synami jakby stworzonymi tylko po to aby przeżyć z nimi ogniste romanse. Ze swym kunsztem szermierczym często brylują w okolicy jako niepokonani mistrzowie. Dosłownie cud, miód i niebieskie pastylki. Sława, bogactwo i reputacja.
Odwróćmy teraz koło fortuny. Jak wiadomo, "the bigger they are, the harder they fall". Drzwi się zamykają, córy i synowie wcześniej wzdychający na sam widok, teraz z wysoko zadartym nosem odwracają spojrzenie, a zachwyt nad kunsztem szermierczym zmienia się w pogardę dla "okrwawionych barbarzyńców". I to wszystko niekoniecznie z winy postaci. Wszak mogła to być jedna zła wypowiedź kogoś znaczącego o patronie.
Cóż wtedy drogi bohaterze? Opuścić przyjaciela który wspierał od lat i wstąpić w szeregi roześmianych twarzy wyszydzających upadek? Czy pozostać wiernym i szwędać się niczym duch po zimnych halach niegdyś wspaniałego pałacu?
Ciśnie mi się na usta tekst z piosenki:
"No ale jaka tragedia! Jaka wspaniała tragedia! Echhh..."
No dobrze. Inny pomysł - Patron nie jest wcale taki święty jakim się z początku zdaje. Pomysł nie mój, tylko wzięty od pewnego Sienkiewicza. Heńka nota bene. Znacie? "Potop" się zowie. Dobrze zbuildowany Eiseńczyk Kmicic (Noble, szkoła szermiercza, Citation, indomitable will, comission) przysięga wierność Księciowi Radziwiłowi, w zamian za wstawiennictwo u pewnej panny, która ma nota bene w backgroundach przysięgę - wydać się imć Kmicicowi lub też do zakonu iść.
No i co? Na tej samej sesji gdzie gracz deklaruje swoją patriotyczną miłość i wierność Księciu, tenże okazuje się być Villainem. I masz babo placek. Alboś zdrajca narodu (reputacja w dóóóół), alboś zdrajca przysięgi na krucyfiksie (Cursed za min 2 punkty ja bym dał). Bądź tu mądry i... "Nie giń! Nie giń, bo Ci nie wolno!" że zacytuję za vilainem.
Nachodzi mnie więc pytanie, dlaczegóż to, przynajmniej moi gracze tak stronią od patronów. Początkowo myślałem, że może nie każda rola się do tego nadaje. Ale jakby to przemyśleć...
- Artysta - patron płaci mu za tworzenie dzieł, choćby o sobie samym. Rzeźby, malunki, poematy. A wiadomo że pokazać się w towarzystwie ze znanym artystom, to dobra inwestycja marketingowa. No i sprawny poeta zawsze się przyda pod ławką czy na innym podorędziu, gdy w konkury do damy uderzasz.
- Szermierz - Taki szermierz, który sprzyja noblowi to przecież fantastyczna rzecz. Yyy... Osoba. A im znamienitsza tym lepiej. Któż będzie stawiał problemy, gdy wiadomo że w każdej chwili nieomylne ramię może Cię wyzwać na pojedynek? A ileż to uwagi skupia się na Tobie, gdy z "pogromcą", "niezwyciężonym" i "nieulękłym" u boku na przyjęciu się pojawić?
- Polityk - A jeśli postaci samemu w politykę bawić się zachce, to sądzicie że daleko zajdzie bez kogoś kto go na przyjecie odpowiednie zaprosi? Choćby nie wiadomo jak witsowaty by był, to bez prawa wstępu na imprezę, niewiele zadziała.
- Duchowny - Czasami jeśli nie ma się czasu na sprawy duchowe, a mimo wszystko przydaje im się pewną wagę, warto zasponsorować mnicha, który za nas i nasze dobro pacierze będzie odmawiał. Albo w uczonych księgach, rzeczy dla mnie istotnych wyszuka.
- Odkrywca, Różokrzyżowiec itp - A za czyje niby pieniądze te organizacje działają? Gdyby nie dobra wola patronów, to dawno by na sankach na odkrycia jeździli i na koniu z patyka ludzkość ratowali. A o dobrą wolę patronów trzeba dbać...
Postawię więc po raz kolejny pytanie - dlaczegóż to gracze tak rzadko z Patronami się zadają?
Moim zdaniem... Gracze nie lubią "większych" od siebie. Gracz chcą być najważniejsi i myśl, że jest nad nimi ktoś, kto bezpośrednio im może wydawać polecenia i to płacić jeszcze za ich wykonanie, kala idealistyczne podejście do bohaterstwa i przygody. No i jeszcze - o zgrozo - chwałę mógłby zgarnąć patron, zamiast postaci.
Owszem - "Players want Kachiko". Chcą tych "dużych" NPCów, z którymi mogą pogadać, przyjąć na swe barki ratowanie świata i w glorii i chwale wrócić z laurem zwycięstwa.
A szkoda, że tak rzadko wykorzystuje się potencjał "szarego" patrona, który może im zlecić misje o wcale nie mniejszej randze, a do tego częściej występować jako tylko tło dla bohatera.
Templariusz
Coś powoli zaczynam więcej pisać o filmach około7thowych niż o samej grze. No ale sezon długich wieczorów w pełni, takoż obejrzenie czegoś przyjemnego, gdy brak kompanii do pogrania jest wielce zalecane.
Dzisiaj o pozycji dopiero wchodzącej, którą swego czasu dzięki konszachtom z oddali obejrzałem i uznałem za "starą", a tu się okazuje, że do nas film dopiero dociera z mroźnej północy. Mowa o "Templariusze. Miłość i Krew".
Aby nie spoilować wam przyjemności oglądania, polecam tylko zwrócić uwagę na pewne wątki które ładnie można wpasować do 7tha. I to wcale nie tylko w Vesteńskim wydaniu, choć z oczywistych względów te krajobrazy w filmie są najbardziej eksploatowane:
- Jak zachowują się postaci o wysokim honorze i jak może działać reputacja. Głównie chodzi mi o sceny z Ziemi Świętej.
- Sposób w jaki siły wyższe działają na bohatera. Popularnie zwane przeznaczeniem.
- Wątek miłosny. Osobiście kilka rzeczy z tego filmu zamierzam przenieść do gry.
- Po głównej postaci kobiecej, widać też ładnie jak zmienia się sytuacja bohatera, gdy zmieniają się losy jego patrona. Warto to przemyśleć i wprowadzić do gry.
I chyba najważniejsze: Jak postać duchownego, może być świetnym materiałem na 7thową postać. Z miłosnym backgroundem, zaletami bojowymi, niesamowitymi zahaczkami fabularnymi i ciekawymi rozterkami do odegrania. Niech mi ktoś powie po tym filmie, że "Church of the Prophet" nie jest przydatnym dodatkiem i nie da się z niego wycisnąć czegoś ciekawego!
Krótka recenzja - film tak naprawdę mnie nie powalił. Moim skromnym zdaniem, jak na opowieść o zakonniku na misji w Ziemi Świętej, za mało tam... Ziemi Świętej. Ale ja po prostu lubię te klimaty, więc szkoda mi że ich tak mało. Jednocześnie ładne pokazanie realiów Skandynawskich, wojny o władzę, wpływu religii i tradycji. Ciekawy wątek miłosny. Pozycja warta obejrzenia, ale nie ma się co na nią wyczekiwać z wypiekami na twarzy. Dobra inspiracja dla Vestenów i Różokrzyżowców
Dzisiaj o pozycji dopiero wchodzącej, którą swego czasu dzięki konszachtom z oddali obejrzałem i uznałem za "starą", a tu się okazuje, że do nas film dopiero dociera z mroźnej północy. Mowa o "Templariusze. Miłość i Krew".
Aby nie spoilować wam przyjemności oglądania, polecam tylko zwrócić uwagę na pewne wątki które ładnie można wpasować do 7tha. I to wcale nie tylko w Vesteńskim wydaniu, choć z oczywistych względów te krajobrazy w filmie są najbardziej eksploatowane:
- Jak zachowują się postaci o wysokim honorze i jak może działać reputacja. Głównie chodzi mi o sceny z Ziemi Świętej.
- Sposób w jaki siły wyższe działają na bohatera. Popularnie zwane przeznaczeniem.
- Wątek miłosny. Osobiście kilka rzeczy z tego filmu zamierzam przenieść do gry.
- Po głównej postaci kobiecej, widać też ładnie jak zmienia się sytuacja bohatera, gdy zmieniają się losy jego patrona. Warto to przemyśleć i wprowadzić do gry.
I chyba najważniejsze: Jak postać duchownego, może być świetnym materiałem na 7thową postać. Z miłosnym backgroundem, zaletami bojowymi, niesamowitymi zahaczkami fabularnymi i ciekawymi rozterkami do odegrania. Niech mi ktoś powie po tym filmie, że "Church of the Prophet" nie jest przydatnym dodatkiem i nie da się z niego wycisnąć czegoś ciekawego!
Krótka recenzja - film tak naprawdę mnie nie powalił. Moim skromnym zdaniem, jak na opowieść o zakonniku na misji w Ziemi Świętej, za mało tam... Ziemi Świętej. Ale ja po prostu lubię te klimaty, więc szkoda mi że ich tak mało. Jednocześnie ładne pokazanie realiów Skandynawskich, wojny o władzę, wpływu religii i tradycji. Ciekawy wątek miłosny. Pozycja warta obejrzenia, ale nie ma się co na nią wyczekiwać z wypiekami na twarzy. Dobra inspiracja dla Vestenów i Różokrzyżowców
Etykiety:
filmy,
Inspiracje,
Różokrzyżowcy,
Vestenmannavnjar
czwartek, 17 grudnia 2009
Boccaccio na ekranie
Kojarzycie imć Giovanniego Boccaccio?
Nie - to nie żaden nowy villain z nowego dodatku.
Szkoła, Sokół, lektura... Cosik świta?
Otóż tenże Giovanni napisał swego czasu Księgę Dziesięciu Dni. Częściej znaną jako "Dekameron". Zawarł tam setkę opowiadanek o dość frywolnej treści. Jednakże chłopak był całkiem niezły i swymi słowy stworzył coś w rodzaju "Playboya" XIV wieku.
Jakże to się ma jednak do naszego 7tha? Otóż całkiem niedawno, ktoś wpadł na pomysł aby te opowiadanka posplątywać razem i zrobić z tego film. W założeniu, ukazanie pewnego dość popularnego akto... Chłopaka. - Na tle głębokich dekoltów, miało przynieść filmowi sławę, dolary i takie tam.
Na założeniach się skończyło.
No dobra - może nie na założeniach, bo suma sumarum nakręcili twora o nazwie "Virgin Territory".
Nie będę was oszukiwał - jeśli nie podejdziecie do tego filmu z dużą dozą humoru, luzu i przymrużeniem obu oczu, to przestaniecie oglądać już po pierwszym trafionym brutsie.
ALE...
Jeśli jednak postanowicie obejrzeć film do końca, może się okazać, że nieco was zaskoczy. U mnie się tak właśnie stało.
Czegóż możecie się więc spodziewać? Przez większość filmu, równo kiepskiego poziomu. Aż do ostatniej lokacji.
Nie wiedzieć czemu, tam nagle film staje się niemalże jakby go ktoś inny nakręcił. Dostaje 7thowego kopa, który sprawia że przestaje się żałować czasu spędzonego pomiędzy początkowym tekstem ("Not all virgins are angels... And not all angels are virgins") a prawdziwą akcją.
Cóż więc dostajemy?
- Najbardziej 7thowego Usuryjskiego Szlachcica, jakiego kiedykolwiek widziałem. Co prawda z wyglądu bym go nie zatrudnił (jak zresztą całej męskiej obsady w tym filmie, choć jednego z aktorów nawet szanuję za pewną rolę w serialu), ale facet jest od koni swojej bandy aż po szpik kości taki, jaki powinien być prawdziwy szlachcic ze wschodu. A scena z muszkietem rozgrzała moje serce.
- Prawdziwego villaina, zachowującego się jak villain, wyglądającego jak villain i chodzącego z dwoma podręcznymi sześciopakami oraz henchmanem. Co wiecej - imć jegomość ma słabość, ślicznie pokazywaną w trakcie filmu, którą pod koniec odkrywają bohaterowie i niecnie wykorzystują. Miód na moje serce.
- Finałową lokację godną najlepszej sesji. Prawdę powiedziawszy, gdy akcja przeniosła się tam, moje patrzałki wyszły z orbit. Bo wyglądało to, jakby 3/4 budżetu przeznaczono właśnie na lokację. Wspaniałe schody, które na ten tychmiast w mojej wyobraźni zapełniły się walczącymi bohaterami, ogrody właśnie takie aby przeciwnicy widząc się nie mogli ot tak po prostu się wyrżnąć, dziedziniec zamkowy, który... Jest wykorzystany tak jak wykorzystany być powinien. Wielki plus!
- Finałowy bój. Zarówno z brutsami (tą walkę na pewno reżyserował ktoś inny niż flegmatyczny początek filmu. Jest dynamiczna, ciekawa i 7thowa). No i oczywiście ma pojedynki, ale zdradzenie wam kto z kim i jak, byłoby z mej strony zbytnią złośliwością.
- W międzyczasie pojawia się przesympatyczna scena zapoznania dwóch postaci (mowa o Usuryjczyku i "czarodziejce"). Tak fajna, że aż postanowiłem ją kiedyś gdzieś wprowadzić.
Nie - to nie żaden nowy villain z nowego dodatku.
Szkoła, Sokół, lektura... Cosik świta?
Otóż tenże Giovanni napisał swego czasu Księgę Dziesięciu Dni. Częściej znaną jako "Dekameron". Zawarł tam setkę opowiadanek o dość frywolnej treści. Jednakże chłopak był całkiem niezły i swymi słowy stworzył coś w rodzaju "Playboya" XIV wieku.
Jakże to się ma jednak do naszego 7tha? Otóż całkiem niedawno, ktoś wpadł na pomysł aby te opowiadanka posplątywać razem i zrobić z tego film. W założeniu, ukazanie pewnego dość popularnego akto... Chłopaka. - Na tle głębokich dekoltów, miało przynieść filmowi sławę, dolary i takie tam.
Na założeniach się skończyło.
No dobra - może nie na założeniach, bo suma sumarum nakręcili twora o nazwie "Virgin Territory".
Nie będę was oszukiwał - jeśli nie podejdziecie do tego filmu z dużą dozą humoru, luzu i przymrużeniem obu oczu, to przestaniecie oglądać już po pierwszym trafionym brutsie.
ALE...
Jeśli jednak postanowicie obejrzeć film do końca, może się okazać, że nieco was zaskoczy. U mnie się tak właśnie stało.
Czegóż możecie się więc spodziewać? Przez większość filmu, równo kiepskiego poziomu. Aż do ostatniej lokacji.
Nie wiedzieć czemu, tam nagle film staje się niemalże jakby go ktoś inny nakręcił. Dostaje 7thowego kopa, który sprawia że przestaje się żałować czasu spędzonego pomiędzy początkowym tekstem ("Not all virgins are angels... And not all angels are virgins") a prawdziwą akcją.
Cóż więc dostajemy?
- Najbardziej 7thowego Usuryjskiego Szlachcica, jakiego kiedykolwiek widziałem. Co prawda z wyglądu bym go nie zatrudnił (jak zresztą całej męskiej obsady w tym filmie, choć jednego z aktorów nawet szanuję za pewną rolę w serialu), ale facet jest od koni swojej bandy aż po szpik kości taki, jaki powinien być prawdziwy szlachcic ze wschodu. A scena z muszkietem rozgrzała moje serce.
- Prawdziwego villaina, zachowującego się jak villain, wyglądającego jak villain i chodzącego z dwoma podręcznymi sześciopakami oraz henchmanem. Co wiecej - imć jegomość ma słabość, ślicznie pokazywaną w trakcie filmu, którą pod koniec odkrywają bohaterowie i niecnie wykorzystują. Miód na moje serce.
- Finałową lokację godną najlepszej sesji. Prawdę powiedziawszy, gdy akcja przeniosła się tam, moje patrzałki wyszły z orbit. Bo wyglądało to, jakby 3/4 budżetu przeznaczono właśnie na lokację. Wspaniałe schody, które na ten tychmiast w mojej wyobraźni zapełniły się walczącymi bohaterami, ogrody właśnie takie aby przeciwnicy widząc się nie mogli ot tak po prostu się wyrżnąć, dziedziniec zamkowy, który... Jest wykorzystany tak jak wykorzystany być powinien. Wielki plus!
- Finałowy bój. Zarówno z brutsami (tą walkę na pewno reżyserował ktoś inny niż flegmatyczny początek filmu. Jest dynamiczna, ciekawa i 7thowa). No i oczywiście ma pojedynki, ale zdradzenie wam kto z kim i jak, byłoby z mej strony zbytnią złośliwością.
- W międzyczasie pojawia się przesympatyczna scena zapoznania dwóch postaci (mowa o Usuryjczyku i "czarodziejce"). Tak fajna, że aż postanowiłem ją kiedyś gdzieś wprowadzić.
sobota, 12 grudnia 2009
Legenda siedmiu mórz
Ostatnimi czasy natknąłem się na kilka filmów. Większość z nich poszłyby w las mej niepamięci, gdyby w trakcie oglądania nie naszły mnie myśli o tym, jak strasznie 7thowe są w nich pewne sceny.
Takoż więc postanowiłem przybliżyć wam kilka pozycji, które nie są może standardowymi oglądajłami do jakich większość z was przywykła, jednakoż w każdej z nich COŚ mnie wzięło, a z ust mech wypełzły słowa "O żesz... Ale to 7thowe!"
Na pierwszy ogień idzie film, który obejrzałem w sumie przez przypadek a stał się dla mnie niemal leksykonem prowadzenia 7tha.
Film zowie się "Sinbad: Legenda siedmiu mórz". No cóż... Jak na coś, co ma w tytule "siedem" i "morze" to zdecydowanie późno odkryłem ten film, a zauważyć pozostaje że nie jest to nowum jakieś zaskakujące.
Nie będę wam spoilował o czym jest film, ale powiem tylko że zaciągnąłem jedną z moich drużyn podstępem do nas i wyświetliłem im go jako lekcję poglądową "Jak powinno się grać".
Powiem natomiast, co w tym filmie wybitnie mnie uwiodło:
- Muzyka (przez którą w ogóle ten film znalazłem, i która weszła na stałe do folderu sesynego)
- Pierwsza bitwa filmu, którą uważam za esencję tego jak powinny wyglądać walki w 7thu. Jak będziecie oglądali, proponuję zwrócić szczególną uwagę na a) Ilość krwi przelanej w trakcie bitwy b) postaci brutsów, którzy są naprawdę stylowi
- Skoro już przy brutsach jestem - czy nazwiemy ich followersami, załogą czy po prostu brutsami bohatera, polecam ich sobie dobrze zapamiętać. Komplet takich ślicznych stereotypów marynarzy, rzadko kiedy można obserwować przy pracy
- Sposób w jaki zlecono questa głównemu bohaterowi (I nie mówię tu już o dialogu na statku) - Moim skromnym zdaniem powala i walcuje! Przyznaję, że po obejrzeniu filmu było mi wstyd, że nigdy nie wpadłem na tak prosty a jednocześnie fantastyczny wątek.
- Teksty - o ile w filmach swashbucklerskich zazwyczaj pada kilka niezłych, wartych zapamiętania tekstów, o tyle w tym dwa sprawiły że się popłakałem ze śmiechu. Chodzi o podwyżkę i marchewkę. Obejrzycie, to będziecie wiedzieli o czym mówię.
- Sposób pokonania villaina. Co prawda można się było tego spodziewać po finałowej rozgrywce, tym niemniej przy tak wysokiej różnicy skali (nie będzie spoilerem, że złą postacią filmu jest Bogini. Wiadomo to już od pierwszej sceny) i tak finał był fajny.
Takoż więc postanowiłem przybliżyć wam kilka pozycji, które nie są może standardowymi oglądajłami do jakich większość z was przywykła, jednakoż w każdej z nich COŚ mnie wzięło, a z ust mech wypełzły słowa "O żesz... Ale to 7thowe!"
Na pierwszy ogień idzie film, który obejrzałem w sumie przez przypadek a stał się dla mnie niemal leksykonem prowadzenia 7tha.
Film zowie się "Sinbad: Legenda siedmiu mórz". No cóż... Jak na coś, co ma w tytule "siedem" i "morze" to zdecydowanie późno odkryłem ten film, a zauważyć pozostaje że nie jest to nowum jakieś zaskakujące.
Nie będę wam spoilował o czym jest film, ale powiem tylko że zaciągnąłem jedną z moich drużyn podstępem do nas i wyświetliłem im go jako lekcję poglądową "Jak powinno się grać".
Powiem natomiast, co w tym filmie wybitnie mnie uwiodło:
- Muzyka (przez którą w ogóle ten film znalazłem, i która weszła na stałe do folderu sesynego)
- Pierwsza bitwa filmu, którą uważam za esencję tego jak powinny wyglądać walki w 7thu. Jak będziecie oglądali, proponuję zwrócić szczególną uwagę na a) Ilość krwi przelanej w trakcie bitwy b) postaci brutsów, którzy są naprawdę stylowi
- Skoro już przy brutsach jestem - czy nazwiemy ich followersami, załogą czy po prostu brutsami bohatera, polecam ich sobie dobrze zapamiętać. Komplet takich ślicznych stereotypów marynarzy, rzadko kiedy można obserwować przy pracy
- Sposób w jaki zlecono questa głównemu bohaterowi (I nie mówię tu już o dialogu na statku) - Moim skromnym zdaniem powala i walcuje! Przyznaję, że po obejrzeniu filmu było mi wstyd, że nigdy nie wpadłem na tak prosty a jednocześnie fantastyczny wątek.
- Teksty - o ile w filmach swashbucklerskich zazwyczaj pada kilka niezłych, wartych zapamiętania tekstów, o tyle w tym dwa sprawiły że się popłakałem ze śmiechu. Chodzi o podwyżkę i marchewkę. Obejrzycie, to będziecie wiedzieli o czym mówię.
- Sposób pokonania villaina. Co prawda można się było tego spodziewać po finałowej rozgrywce, tym niemniej przy tak wysokiej różnicy skali (nie będzie spoilerem, że złą postacią filmu jest Bogini. Wiadomo to już od pierwszej sceny) i tak finał był fajny.
czwartek, 3 grudnia 2009
Bohaterem być.
7th jest systemem filmowym. Od dawien dawna to powtarzam i dzisiaj przytoczę kolejny powód dlaczego tak a nie inaczej uważam.
Otóż w kinematografii istnieje pewien typ sceny, który jest bardzo specyficzny. Jest używany w momentach, gdzie chce się pokazać, że postaci są gotowe zmierzyć się ze wszystkim co los im przyniesie. Wiedzą że ryzykują wszystko i wiedzą że cokolwiek się nie stanie, będzie warto. Gdy bohaterowie nie chowają głowy w piasek tylko podejmują wyzwanie.
Jest to scena, w której reżyser pokazuje jedność, odwagę, męstwo, determinację i wszystko co stanowi że akurat ONI nie są zwykłymi ludźmi. Że oni nie są pospolici.
I jest to sztuczka, którą Wy jako Mistrzowie z powodzeniem możecie zastosować na swoich sesjach.
Co prawda nie dysponujecie w sensie bezpośrednim kadrem, światłem czy efektami specjalnymi które mogłyby wydrukować waszą wizję graczom. Za to dysponujecie czymś o niebo lepszym - wyobraźnią waszych graczy. Tam możecie ustawić oświetlenie czy grę cieni dokładnie tak jak wam w danej scenie pasuje. Możecie tak wykadrować punkt spojrzenia na postaci, że oddacie dokładnie to co chcecie.
A potem dajcie im to. Opiszcie postaci graczom. Niech ich włosy powiewają na wietrze, płaszcze majestatycznie opadają z ramion, a odwaga wyrysowana na ich twarzach niech powala wrogów. Do tego rzućcie muzykę, która sprawi że dreszcze będą przechodzić im po plecach. W takich scenach rzeczy które normalnie traktujemy jako "kicz" stają się czymś co tylko podkreśla wagę sytuacji. Powiewająca za plecami flaga? Pewnie! Kurz unoszący się z ziemi przy każdym kroku? Jasne! Choćby to była brukowana ulica zaraz po deszczu. Jeśli trzeba, to kurz się uniesie!
Niech gracze TO poczują. Niech ich wyobraźnia im to poda. Niech wiedzą.
To. Oni. Są. Bohaterami.
Oni już wcześniej wiedzieli, że za chwilę mogą zginąć. Oni wiedzą, że walczą o wszystko. Że nie mogą się już cofnąć. Ale spraw, żeby to poczuli!
Jeśli są ranni, to kropla krwi opada w zwolnionym tempie. Jeśli unoszą wzrok, to tak że wróg staje w pół kroku. Jeśli unoszą broń, to słychać chrzęst rękawic obejmujących rękojeść.
A nade wszystko - opisz im ich samych jako Bohaterów.
A teraz, jeśli jeszcze nie wiesz o co mi chodzi, to kilka podpowiedzi. Prosto z filmów:








I jeszcze jeden fajny koncept, jeśli zechcecie pójść za ciosem - ta sama sztuczka, może dawać jeszcze większego kopa, jeśli wzbogacicie ją o odpowiednie otoczenie.
Popatrzcie na poniższe zdjęcia, które wpisują się w to o czym pisałem, a potem zobaczcie w pełnej scenerii:



Otóż w kinematografii istnieje pewien typ sceny, który jest bardzo specyficzny. Jest używany w momentach, gdzie chce się pokazać, że postaci są gotowe zmierzyć się ze wszystkim co los im przyniesie. Wiedzą że ryzykują wszystko i wiedzą że cokolwiek się nie stanie, będzie warto. Gdy bohaterowie nie chowają głowy w piasek tylko podejmują wyzwanie.
Jest to scena, w której reżyser pokazuje jedność, odwagę, męstwo, determinację i wszystko co stanowi że akurat ONI nie są zwykłymi ludźmi. Że oni nie są pospolici.
I jest to sztuczka, którą Wy jako Mistrzowie z powodzeniem możecie zastosować na swoich sesjach.
Co prawda nie dysponujecie w sensie bezpośrednim kadrem, światłem czy efektami specjalnymi które mogłyby wydrukować waszą wizję graczom. Za to dysponujecie czymś o niebo lepszym - wyobraźnią waszych graczy. Tam możecie ustawić oświetlenie czy grę cieni dokładnie tak jak wam w danej scenie pasuje. Możecie tak wykadrować punkt spojrzenia na postaci, że oddacie dokładnie to co chcecie.
A potem dajcie im to. Opiszcie postaci graczom. Niech ich włosy powiewają na wietrze, płaszcze majestatycznie opadają z ramion, a odwaga wyrysowana na ich twarzach niech powala wrogów. Do tego rzućcie muzykę, która sprawi że dreszcze będą przechodzić im po plecach. W takich scenach rzeczy które normalnie traktujemy jako "kicz" stają się czymś co tylko podkreśla wagę sytuacji. Powiewająca za plecami flaga? Pewnie! Kurz unoszący się z ziemi przy każdym kroku? Jasne! Choćby to była brukowana ulica zaraz po deszczu. Jeśli trzeba, to kurz się uniesie!
Niech gracze TO poczują. Niech ich wyobraźnia im to poda. Niech wiedzą.
To. Oni. Są. Bohaterami.
Oni już wcześniej wiedzieli, że za chwilę mogą zginąć. Oni wiedzą, że walczą o wszystko. Że nie mogą się już cofnąć. Ale spraw, żeby to poczuli!
Jeśli są ranni, to kropla krwi opada w zwolnionym tempie. Jeśli unoszą wzrok, to tak że wróg staje w pół kroku. Jeśli unoszą broń, to słychać chrzęst rękawic obejmujących rękojeść.
A nade wszystko - opisz im ich samych jako Bohaterów.
A teraz, jeśli jeszcze nie wiesz o co mi chodzi, to kilka podpowiedzi. Prosto z filmów:








I jeszcze jeden fajny koncept, jeśli zechcecie pójść za ciosem - ta sama sztuczka, może dawać jeszcze większego kopa, jeśli wzbogacicie ją o odpowiednie otoczenie.
Popatrzcie na poniższe zdjęcia, które wpisują się w to o czym pisałem, a potem zobaczcie w pełnej scenerii:



Etykiety:
Bohater,
filmy,
graph,
Inspiracje,
przemyślenia,
Scena,
tricki
środa, 4 listopada 2009
Bij Szwedzina
Kolejna z szant, które mnie niesamowicie inspirują:
W przeciwieństwie do poprzedniej, ta przynosi mi na myśl morską bitwę i jak ją opisywać.
W przeciwieństwie do poprzedniej, ta przynosi mi na myśl morską bitwę i jak ją opisywać.
piątek, 30 października 2009
wtorek, 27 października 2009
Morza Psy, ale te śpiewane
Zdarza się wam, że szukacie pomysłu na sesję? Jakiegoś konceptuu, który wyrwie postaci z dotychczasowego toku i pozwoli im się oderwać na chwilę od tego za czym pędzą od kilku sesji? Ponieważ ja przede wszystkim prowadzę kampanie, to od czasu do czasu "coś innego" dobrze moim graczom robi.
Niewyczerpanym źródłem inspiracji dla mnie są szanty. I przyznaję, że przynajmniej jedna po tym jak pierwszy raz ją usłyszałem, wypełniła mą głowę pomysłami. Posłuchajcie...
Nie wiem jak Wy, ale dla mnie to wers po wersie podane pomysły na przygody.
Ot chociażby druga zwrotka:
Niewyczerpanym źródłem inspiracji dla mnie są szanty. I przyznaję, że przynajmniej jedna po tym jak pierwszy raz ją usłyszałem, wypełniła mą głowę pomysłami. Posłuchajcie...
Nie wiem jak Wy, ale dla mnie to wers po wersie podane pomysły na przygody.
Ot chociażby druga zwrotka:
Płynęli do Egiptu,
Tak myślał każdy z nich,
Na morzu jednak prawda zabolała:
Armadę bić będziemy, Hiszpanom tylko śmierć,
Czekają na was perły, złoto, chwała.
Tak myślał każdy z nich,
Na morzu jednak prawda zabolała:
Armadę bić będziemy, Hiszpanom tylko śmierć,
Czekają na was perły, złoto, chwała.
Wyobraźcie teraz sobie, że w takiej sytuacji postawiono graczy. Wsiadają na okręt i na morzu okazuje się że on płynie zupełnie gdzie indziej? Ruszą w nieznane? Czy wypowiedzą posłuszeństwo pierwszemu po Bogu? A co na to załoga? I jakie będą konsekwencje buntu? Co zrobi drużyna, z okrętem i załogą która już raz zasmakowała buntowniczej natury?
A to mi na milę pachnie villanem! Co jeśli on dowodzi tą eskadrą? Albo co, jeśli to jeden z przyjaciół postaci, który wraz z nimi opanował okręt?
Yar, yar! A czyż to nie nagroda godna postaci graczy? Mi przed oczami rośnie Carleone, z rzeszą wiwatujących Psów, wzdychającymi dwórkami, audiencjami u Elaine i gratulacjami od każdego z Rycerzy. Ech...
Nota bene - ostatni cytat podrzucam, aby zachęcić was do poczytania o Sir Francisie Drake'u - alter ego 7thowego Jeremiego Bereka.
Ten facet przeżył takie rzeczy, że można by na tym oprzeć kilka kampanii i nikt nie wierzyłby że to coś więcej niż wyobraźnia MG. A do tego był doskonałym przykładem tego jak powinien się zachowywać gentleman, kapitan, przyjaciel, żołnierz i wierny poddany JKM.
Warto, warto, warto sięgnąć po jego biografię.
Dodam tylko, że wspomniany w piosence kapitan de Zarate, po tym jak został wykupiony z niewoli u Drake'a, podarował mu w podzięce/wyrazie szacunku złotego sokoła z rubinowymi oczami. To się nazywa styl! DRAMY MU!
Eskadrą tą dowodził
Pirat Francis Drake,
Żeglarz i okrutnik jakich mało.
Przyjaciół swoich zgładzał, z wrogami wino pił,
Z walki tylko on wychodził cało.
Pirat Francis Drake,
Żeglarz i okrutnik jakich mało.
Przyjaciół swoich zgładzał, z wrogami wino pił,
Z walki tylko on wychodził cało.
A to mi na milę pachnie villanem! Co jeśli on dowodzi tą eskadrą? Albo co, jeśli to jeden z przyjaciół postaci, który wraz z nimi opanował okręt?
Po latach trzech królowa
Znów przyjęła tych,
Co hiszpańskiej pychy jęzor ukręcili.
Francis Drake żeglarzem największym w Anglii był,
Mniejsi na rękach go nosili.
Znów przyjęła tych,
Co hiszpańskiej pychy jęzor ukręcili.
Francis Drake żeglarzem największym w Anglii był,
Mniejsi na rękach go nosili.
Yar, yar! A czyż to nie nagroda godna postaci graczy? Mi przed oczami rośnie Carleone, z rzeszą wiwatujących Psów, wzdychającymi dwórkami, audiencjami u Elaine i gratulacjami od każdego z Rycerzy. Ech...
U wybrzeży Peru
Panowanie miał
I skrzynie pełne złota i reali.
Kapitan de Zarate gotów wszystko dać,
By nie poddać się armatom "Złotej Łani".
Panowanie miał
I skrzynie pełne złota i reali.
Kapitan de Zarate gotów wszystko dać,
By nie poddać się armatom "Złotej Łani".
Nota bene - ostatni cytat podrzucam, aby zachęcić was do poczytania o Sir Francisie Drake'u - alter ego 7thowego Jeremiego Bereka.
Ten facet przeżył takie rzeczy, że można by na tym oprzeć kilka kampanii i nikt nie wierzyłby że to coś więcej niż wyobraźnia MG. A do tego był doskonałym przykładem tego jak powinien się zachowywać gentleman, kapitan, przyjaciel, żołnierz i wierny poddany JKM.
Warto, warto, warto sięgnąć po jego biografię.
Dodam tylko, że wspomniany w piosence kapitan de Zarate, po tym jak został wykupiony z niewoli u Drake'a, podarował mu w podzięce/wyrazie szacunku złotego sokoła z rubinowymi oczami. To się nazywa styl! DRAMY MU!
Subskrybuj:
Posty (Atom)