Dwie notki temu wspomniałem pobieżnie o wartej przemyślenia instytucji Patrona.
Temat dreptał sobie za mną w te i we w te aż postanowiłem skrobnąć o nim coś do rozważenia i być nawet może dyskusji.
Otóż prowadząc już czas jakiś, jeszcze ani razu nie zdarzyło mi się, aby któryś z moich graczy wziął sobie porządnego, uczciwego patrona. I doszedłem nagle do wniosku, że to straszna szkoda jest, bo temat można eksploatować na stron wiele i ciekawostek z niego wycisnąć więcej niż Mac'ów z amerykanina. Kilka przykładów, które przychodzą mi do głowy:
- Według podręcznika, Patron takiż jest dla postaci źródłem finansów. Pokrótce to omówmy, aby mieć z tym dalej spokój.
Otóż ilość postaci-arystokratów w 7thu jest przygniatająca. Owszem - system zachęca do tego (specjalne zniżki np. dla szermierzy czy magów). A jak wiadomo również, to szlachcie przytrafiają się głównie podróże i przygody (choć osobiście uważam, po obejrzeniu na przykład "Rzymu", że taki dobry, prosty wojak mógł przejść przez więcej obcych lądów i przeżyć więcej przygód, niż arystokratyczne przyjęcie razem wzięte). Takoż szlachcie przypisuje się ostry język i cięte riposty, na które chłop nie mógłby sobie pozwolić z racji umysłu tepego (Duh?!)
Wracając do pieniędzy - szlachta je ma. Tak po prostu. Zważywszy na ich ilość funduszy, ja przestałem w ogóle liczyć pieniądze w 7thu.
Tym niemniej, dla kogoś kto nie jest szlachcicem, sakiewka od wysoko postawionego arystokraty (nota bene - skoro postaci nobli są takie bogate, to dlaczego nikt z nich nie bywa patronem dla uboższego acz dającego pewien potencjał osobnika?) może stanowić rozsądne źródło dochodu.
Przejdźmy jednak do rzeczy z mojego punktu widzenia ciekawszej - potencjału fabularnego.
Wyobraźmy sobie, iż nasz bohater jest silnie związany z jakimś nobilem. Rzecz to nie jest niezwykła, gdyż każdy kto chciał cokolwiek znaczyć czy to na dworze, czy na wojnie, czy to w innej istotnej działalności, nie tylko musiał być dobry w swej dziedzinie, ale takoż mieć kogoś kto by go poparł i wprowadził do środowiska. Bez tego ani rusz.
Ślicznym przykładem jest tutaj postać Sharpe'a, który ocaliwszy życie arystokracie zostaje awansowany z prostego trepa na oficera. I pomimo iż pozostali oficerowie w sztabie są (jak oni to ujmują) dżentelmenami, to on pod skrzydłami patrona rozkwita i niemalże sam pokonuje wrogie armie. Podobnie D'Artagnan, którego patron jest tak zręcznie pomijany w większości filmów o muszkieterach. A szkoda, bo jest postacią czasami ciekawszą od samego bohatera.
No ale mamy naszego bohatera, wraz z jego patronem.
Taki patron może po pierwsze przyjść do postaci z "prośbą". Prośby bywają różne - a to coś znaleźć, a to coś załatwić, gdzieś pojechać itp itd. jako MG mogę tu postawić neon - PRZEŻYĆ PRZYGODE zamiast wspomnianego nobla. Czyż nie wspaniały sposób na początek?
Idźmy dalej - nasz bohater wykonał kilka zadań dla patrona, ma u niego kilka przysług na koncie, patron go lubi i dba o niego. I teraz ja, jako MG, który zobowiązany jest zapewnić graczom odpowiednią ilość rozrywek biorę się za takiego patrona. Na początek
widzę dwie drogi - albo naszemu szlachcicowi się wiedzie dobrze i zalicza wzlot, albo wręcz przeciwnie - jego fortuna zmierzcha. Weźmy się za pierwszy przypadek. Do drugiego zdążymy dojść.
Nobil zbiera coraz to większe favory na dworach i w interesach. Najlepiej oczywiście dzięki działaniom naszych drogich graczy, gdyż to wiąże te postaci jeszcze bardziej. Fortuna jednego rośnie na powodzeniu drugiego. Nasi drodzy bohaterowie zaprzyjaźniają się z wysokimi progami, wypełnionymi przecudnej urody córkami i szlachetnymi synami jakby stworzonymi tylko po to aby przeżyć z nimi ogniste romanse. Ze swym kunsztem szermierczym często brylują w okolicy jako niepokonani mistrzowie. Dosłownie cud, miód i niebieskie pastylki. Sława, bogactwo i reputacja.
Odwróćmy teraz koło fortuny. Jak wiadomo, "the bigger they are, the harder they fall". Drzwi się zamykają, córy i synowie wcześniej wzdychający na sam widok, teraz z wysoko zadartym nosem odwracają spojrzenie, a zachwyt nad kunsztem szermierczym zmienia się w pogardę dla "okrwawionych barbarzyńców". I to wszystko niekoniecznie z winy postaci. Wszak mogła to być jedna zła wypowiedź kogoś znaczącego o patronie.
Cóż wtedy drogi bohaterze? Opuścić przyjaciela który wspierał od lat i wstąpić w szeregi roześmianych twarzy wyszydzających upadek? Czy pozostać wiernym i szwędać się niczym duch po zimnych halach niegdyś wspaniałego pałacu?
Ciśnie mi się na usta tekst z piosenki:
"No ale jaka tragedia! Jaka wspaniała tragedia! Echhh..."
No dobrze. Inny pomysł - Patron nie jest wcale taki święty jakim się z początku zdaje. Pomysł nie mój, tylko wzięty od pewnego Sienkiewicza. Heńka nota bene. Znacie? "Potop" się zowie. Dobrze zbuildowany Eiseńczyk Kmicic (Noble, szkoła szermiercza, Citation, indomitable will, comission) przysięga wierność Księciowi Radziwiłowi, w zamian za wstawiennictwo u pewnej panny, która ma nota bene w backgroundach przysięgę - wydać się imć Kmicicowi lub też do zakonu iść.
No i co? Na tej samej sesji gdzie gracz deklaruje swoją patriotyczną miłość i wierność Księciu, tenże okazuje się być Villainem. I masz babo placek. Alboś zdrajca narodu (reputacja w dóóóół), alboś zdrajca przysięgi na krucyfiksie (Cursed za min 2 punkty ja bym dał). Bądź tu mądry i... "Nie giń! Nie giń, bo Ci nie wolno!" że zacytuję za vilainem.
Nachodzi mnie więc pytanie, dlaczegóż to, przynajmniej moi gracze tak stronią od patronów. Początkowo myślałem, że może nie każda rola się do tego nadaje. Ale jakby to przemyśleć...
- Artysta - patron płaci mu za tworzenie dzieł, choćby o sobie samym. Rzeźby, malunki, poematy. A wiadomo że pokazać się w towarzystwie ze znanym artystom, to dobra inwestycja marketingowa. No i sprawny poeta zawsze się przyda pod ławką czy na innym podorędziu, gdy w konkury do damy uderzasz.
- Szermierz - Taki szermierz, który sprzyja noblowi to przecież fantastyczna rzecz. Yyy... Osoba. A im znamienitsza tym lepiej. Któż będzie stawiał problemy, gdy wiadomo że w każdej chwili nieomylne ramię może Cię wyzwać na pojedynek? A ileż to uwagi skupia się na Tobie, gdy z "pogromcą", "niezwyciężonym" i "nieulękłym" u boku na przyjęciu się pojawić?
- Polityk - A jeśli postaci samemu w politykę bawić się zachce, to sądzicie że daleko zajdzie bez kogoś kto go na przyjecie odpowiednie zaprosi? Choćby nie wiadomo jak witsowaty by był, to bez prawa wstępu na imprezę, niewiele zadziała.
- Duchowny - Czasami jeśli nie ma się czasu na sprawy duchowe, a mimo wszystko przydaje im się pewną wagę, warto zasponsorować mnicha, który za nas i nasze dobro pacierze będzie odmawiał. Albo w uczonych księgach, rzeczy dla mnie istotnych wyszuka.
- Odkrywca, Różokrzyżowiec itp - A za czyje niby pieniądze te organizacje działają? Gdyby nie dobra wola patronów, to dawno by na sankach na odkrycia jeździli i na koniu z patyka ludzkość ratowali. A o dobrą wolę patronów trzeba dbać...
Postawię więc po raz kolejny pytanie - dlaczegóż to gracze tak rzadko z Patronami się zadają?
Moim zdaniem... Gracze nie lubią "większych" od siebie. Gracz chcą być najważniejsi i myśl, że jest nad nimi ktoś, kto bezpośrednio im może wydawać polecenia i to płacić jeszcze za ich wykonanie, kala idealistyczne podejście do bohaterstwa i przygody. No i jeszcze - o zgrozo - chwałę mógłby zgarnąć patron, zamiast postaci.
Owszem - "Players want Kachiko". Chcą tych "dużych" NPCów, z którymi mogą pogadać, przyjąć na swe barki ratowanie świata i w glorii i chwale wrócić z laurem zwycięstwa.
A szkoda, że tak rzadko wykorzystuje się potencjał "szarego" patrona, który może im zlecić misje o wcale nie mniejszej randze, a do tego częściej występować jako tylko tło dla bohatera.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą patron. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą patron. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 22 grudnia 2009
Subskrybuj:
Posty (Atom)